sobota, 27 lutego 2016

Śniadanie i nowe znajome

Rano obudziłem się o 5.30.James i Syriusz jeszcze spali.Peter siedział na swoim łóżku i najwyrazniej czekał aż się obudzę .Poszedłem do  łazienki.Umyłem twarz i ręce.Gdy wróciłem do pokoju Peter był już ubrany i uczesany.James i Syriusz jeszcze spali.Podszedłem do Okularnika i walnąłem w policzek.James obudził się i przesunął w bok ale na jego nie szczęście leżał na samym skraju łóżka.Po kilku sekundach leżał na podłodze i darł się jak opęntany. Swoimi wrzaskami obudził Syriusza i po piętnastu minutach obydwoje byli już gotowi.Zeszliśmy do Wielkiej Sali na śniadanie. (Ja zjadłem dwa tosty z dżemem,James i Syriusz zjedli płatki a Peter zjadł cztery tosty i dwie porcje płatków.)Pani Profesor Mcgonagall rozdała nam plany lekcji.Wszyscy czworo dziś mieliśmy takie same zajęcia:
9.00-12.30=Zaklęcia-Gryfoni i Puchoni
12.40-13.10=Eliksiry-Gryfoni i Krukoni
13.20-14.00=Transmutacja-Gryfoni i Krukoni
14.10-15.00=Latanie-Gryfoni i Ślizgoni
-Wow ale mało lekcji-Powiedział James.
- Pewnie dali nam tak mało lekcji żebyśmy mogli się przyzwyczaić.-Stwierdził Peter.
-Ale to nie fair.Ja chce jeszcze Zielarstwo,Obronę Przed Czarną Magią i Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami.-Powiedziałem.Syriusz podniósł brwi i zapytał:
-Chcesz żeby ci się móźg przegrzał?To dopiero pierwszy dzień lekcji trochę szkoda by było twojej mózgownicy.
Ja jednak nie zwróciłem a uwagi na jego słowa tylko podszedłem do jakiejś starszej Gryfonki i zapytałem:
-Wiesz gdzie jest sala Zaklęć?
-Na drugim piętrze.-odpowiedziała-klasa numer 79.
-Dzięki.-Powiedziałem i udałem się w stronę Jamesa,Syriusza i Petera.Gdy przechodziłem koło nich Powiedziałem:
-Zaklęcia są na drugim piętrze w sali numer 79.Gdy wyszłem z Wielkiej Sali i weszłem na schody spotkałem Lily,Valentine Rece,Olivię Rogers i Samanthę Meatosit.
-cześć dziewczyny-przywitałem  się.
-oooo chej Remus-odpowiedziała Lily.-dziewczyny to jest Remus Lupin.
-Witaj Remus-powiedziała Valentina.
-hejka-powiedziała Samantha.
-Hej Remus-powiedziala Olivia.
-co macie na pierwszej lekcji?-zapytałem.
-zaklęcia-odparła  Samantha.
-ja też -odpowiedziałem .
-ale nie mamy pojęcia gdzie jest klasa do zaklęć-dodała Lily.
-na drugim piętrze sala nr.79-odparłem-idziemy razem?
-Jasne!-krzyknął Syriusz i podszedł do nas razem z Jamesem i Peterem.
-Może przedstawisz nas pięknym paniom?-zapytał James usmiechając  się.
-To jest Valentina Rece,to Olivia Rogers,To Samantha Meastosit a to Lily Evans-odparłem.
-Witam-uśmiechnął się Syriusz.
-Może chocmy na lekcje-powiedziała mądrze Olivia.
-Dobry pomysł-przytaknęla Lily a ja pokiwałem potakująco głową.
Ruszyliśmy schodami na górę i przeżyliśmy zawał gdy schody nagle zaczęły się ruszać.Valentina spadła by za barierkę,gdyby nie Syriusz który w ostatniej chwili chycił ją za rękę.
-Cco ssię ddziejje-wyjąkał Peter.
-Niewiem-odpowiedziała Lily.
-Ok zejdzmy z tego zanim znów zacznie się ruszać.-Powiedziała Olivia i tak tez zrobiliśmy

wtorek, 16 lutego 2016

w drodze do szkoły

Siedziałem dobrą godzinę nad książką,kiedy do mojego przedziału weszła ruda dziewczyna i Czarnowłosy chłopak.Oboje byli w moim wieku.Dziewczyna była wściekła.
-Oooo cześć jestem Lily Evans a to Severus Snape-powiedziała ruda gdy mnie zauważyła.
-Ja jestem Remus.-odpowiedziałem.
-Do jakiego domu chciałbyś trafić?-zapytał Severus.-Ja do Slytherinu.
-A ja jeszcze nie wiem.-odpowiedziała Lily.-Moi rodzice to mugole,Hogwart znam tylko z opowieści Seva.
-Ja też nie wiem-odparłem-ale chyba do Gryffindoru lub Revenclawu.
-Serio?-zapytał z kpiąco Severus.
-Oj Sev nie bądź taki.-Powiedziała Lily.-czuje że on jest inny od Pottera i Blacka.
-Zaraz zaraz...Blacka...Syriusza?-zapytałem bo już kiedyś słyszałem to nazwisko.
-Tak.Syriusz Black.-Powiedziała  Ruda.-Znasz go?!
-Spotkałem go na Pokątnej.-Odparłem.-Co to za Potter?
-Jego koleżka.-powiedział Chłopak.-James Potter.
-Czarne,super potargane włosy,orzechowe oczy i okrągłe okulary.-opisała go Lily.
-Idę do nich.-Powiedziałem i odłożyłem książkę i wyszedłem  z przedziału.Poszedłem w kierunku z którego dochodził głos Syriusza.Szłem korytarzem aż doszłem do przedziału w którym siedziała dwójka jedenastoletnich chłopców.Jednego z nich poznałem ponieważ pamiętałem go z sklepu Olivandera.Drugi z nich idealnie pasował do opisu Lily.
-Cześć.-przywitałem się.
-Hej Remus.-odpowiedział Syriusz i dodał widząc pytające spojrzenie Jamesa.-Poznaliśmy się na Pokątnej u Olivandera.
-witam szanownego pana Lupina-powiedział z uśmiechem Okularnik,a gdy zauważył moje zdumione spojrzenie dodał.-Syriusz mi o Tobie opowiadał.
-Hej James,pewnie poznaliście już Lily i Severusa?
-Chyba Smarkerusa i Lilkę.-Powiedział James i razem z Syriuszem wybuchnęli śmiechem.
-Nie nazywajcie go tak.-Powiedziałem gdy już się uspokoili.-On jest nawet w pożądku.
-ale on chce iść do ślizgonów.-Powiedział do mnie Syriusz jak małe dziecko skarżące się że ktoś mu dokucza.
-PATRZCIE WIDAĆ JUŻ HOGWART!!!!!-Wrzasnął James.Miał rację.Zza zakrętu wyłaniał się gigantyczny zamek.
-Ja idę się przebrać.-Powiedziałem i wróciłem do mojego przedziału.Lily i Smarke...co ja gadam Severus byli już przebrani.Ja również włożyłem szkolną szate i własnie wtym momenie pociąg zaczął zwalniać.Po chwili zatrzymał się calkowicie i drzwi się otwarły.Ja,Lily i Severus wyszliśmy z pociągu.Nagle ktoś zawołal:
-PIRSZOROCZNI DO MNIE TUTAJ!!!!SZYBKO PIRSZOROCZNI TUTAJ!!!!
Poszliśmy w stronę głosu.Okazało się że był to głos gajowego Rubeusa Hagrida.
-wsiadajcie do łódek,po czterech maximum do każdej-powiedział gdy wszyscy nowi uczniowie zebrali się wokół niego.ja usiadłem w łodzi z Jamesem,Syriuszem i jakimś niskim i pulchnym chłopcem o mysich włosach i niebieskich oczach.

poniedziałek, 15 lutego 2016

W szpitalu i na peronie

Mama jechała najszybciej jak mogła żeby nie złamać prawa.Gdy dojechaliśmy na miejsce dosłownie wyskoczyliśmy z auta.Weszlismy do środka.W poczekalni siedzieli czarodzieje w różnych wiekach i z różnymi dolegliwościami.Moja rodzicielka pod biegła do pani siedzącej za biurkiem w recepcji.
-Dzień dobry ja do Johna Lupina.-Powiedziała.
-Witam.Pani to pewnie Evelyn Lupin,a toRemus tak?-przywitała nas kobieta w recepcji-drugie piętro sala numer123.
-Bardzo dziękuje-odparła moja matka i poszliśmy na schody.Gdy byliśmy na 2 piętrze natychmiast wypatrzył em salę na której leżał tata.Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy 4 łóżka.Tylko jedno było zajęte.Leżał na nim tatuś ale...on nie oddychał.Spuźniliśmy się tata nieżył.Mama zetknęła na zegar i nagle zerwała się z miejsca.
-już 10!-krzyknęła-nie zdążymy!
Wybiegliśmy że szpitala i wsiedliśmy do auta.Jechaliśmy bardzo szybko.Dojechaliśmy o 10:45.Mama pobiegła po wózek a ja wyjąłem kufer.Mamusia zaprowadziła mnie na Peron9i3\4.Potem uściskała mnie i przypomniała żebym był grzeczny i dobrze się uczył.Była 10:59.Pociąg zaczął gwizdać wskoczyłem do niego razem z kufrem.pociąg ruszył.pomachałem mamuni i poszedłem szukać wolnego przedziału.Wreszcie znalazłem taki na końcu pociągu.Zająłem miejsce pod oknem i zacząłem czytać.

Nieoczekiwana wiadomość

Hejka tu Lunia mam zamiar założyć drugiego bloga moją własną historię Więźnia labiryntu.Napisać w komach kto zna, a teraz rozdział:-)





Obudziłem się o 4:30.Nie mogłem zasnąć,ponieważ dziś jadę do Hogwartu.Leżałem do piątej a następnie wypakowałem wszystko z mojego szkolnego kufra i spakowałem od nową.Gdy skończyłem była 6:00.Poszedłem do kuchni  nalałem sobie  soku i wróciłem do pokoju.Nie mogłem się doczekać pierwszego dnia szkoły.Z nudów zacząłem czytać po raz 3 ,,Historię Hogwartu".Mama obudziła się o siódmej wtedy się ubrałem i zeszłem na śniadanie.Mama siedziała przy stole i czytała jakiś list.Po chwili mama rozpłakała się ją podbiegłem do niej i zacząłem czytać list.Gdy doszłem do połowy listu z moich oczu równierz zaczęły cieknąć  łzy.Treść listu brzmiała:
         

               Droga pani Lupin.

Jak pani wie pani mąż wyruszył na misję odnalezienia 2 wampirów.Niestety tym razem nie udało mu się wyjść z tego bez uszczerbku.Obecnie leży w szpitalu św.Munga w stanie krytycznym.
       
                          z wyrazami szacunku


                       Sam Denicaesel
                   Minister Magii


-Jeśli jesteś spakowany to możemy teraz jechać na chwile do Taty a potem odwioze cie na dworzec.-powiedziała wciąż łkając mama.
-No jasne!Jedźmy już!-Odpowiadam i biegnę po kufer.Gdy schodzę z bagażem mama jest już w przedpokoju.Ubieram szybko buty i kurtkę  biegnę do auta.Pakuję kufer do bagażnika i wsiadam do auta gdzie czeka na mnie mama.



List

Mam już jedenaście lat.Nie wiecie jak bardzo się ciesze. Nowym dyrektorem Hogwartu został Albus Persival Wulfryk Brian Dumbledore.DOSTAŁEM LIST Z HOGWARTU!!!!Mogę tam iść!!!!nie mogę się doczekać pierwszego września.Zbiegłym na dół do kuchni,i krzyknąłem:
-Mamo DOSTAŁEM list!!!!
-Synku naprawde? Jutro jedziemy na Pokątną!!
Mama cieszyła się równie bardzo jak ja.
 Następnego dnia obudziłem się bardzo wcześnie.
Mama obudziła się godzinę póżniej.
Zjedliśmy śniadanie(naleśniki z dżemem)i teleportowalśmy się na Pokątną.Najpierw udaliśmy się do banku Gringotta.Potem mama poszła kupić mi książki a ją poszedłem po różdżkę.W sklepie Olivandera spotkałem Czarnowłosego chłopca.
-Cześć-powiedział ów chłopak-Jestem Syriusz Black,a ty?
-Remus Lupin..na pierwszy rok?
-Tak- odpowiedział Syriusz
Nadeszła jego kolej.
Podszedł do sprzedawcy.
-Witam...Witam kolejny Black...
Podał mojemu koledze(jeśli można tak powiedzieć)różdżkę.Syriusz wyszedł że sklepu machając mi ręką na pozegnanie. Poszedłem do sprzedawcy.
Zastanawiał się chwilę po czym podał mi magiczny potyczek.
Ja zapłaciłem i wyszedł em że sklepu.Poszedłem do sklepu Madame Malkin i kupiłem wszystkie potrzebne szaty. W tym czasie mama zrobiła resztę zakupów.Wruciliśmy do domu.






Lunatyczka;-)

O tym, jak zostałem wilkołakiem.

Witajcie ponownie! Życzę miłego czytania ♥

 Lunatyczka



Cześć! Mam osiem lat i mam na imię Remus Lupin. Za trzy lata mógłbym iść do Hogwartu, jednak to raczej niemożliwe.
Ponieważ jestem wilkołakiem. A stałem się nim w taki sposób. Posłuchajcie, o to historia...
Pewnego letniego wieczora gdy miałem 5 lat spacerowałem z moim tatą Johnem po lesie niedaleko naszego domu.(Była pełnia)Spacerowaliśmy około godziny.
-Tato powawmy się w berka opowiedział em do taty i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłem przed siebie ze śmiechem.Tata ruszył za mną wyraźnie zaniepokojony.Tata pracował w ministerstwie magii w departamencie kontroli nad magicznymi stworzeniami(przyp. autora chyba tak to się nazywało napiszcie w komach)
I wyczuwał coś.
-Remi wracamy do domu!-krzyknął mój tatuś ale ja go nie słyszałem.Byłem dobry kilometr przed nim kiedy wyskoczył na mnie wilkołak.Od razu rozpoznałem potwora ponieważ bardzo lubiłem czytać o wilkołakach.Zwierzę wbiło zęby w moją prawą rękę.Poczułem w tym miejscu straszny ból.Straciłem przytomność.Obudziłem się w szpitalu św Munga.Mama siedziała obok mojego łóżka.Gdy tylko otwarłem oczy,mama zaczeła mnie całować i -Mama przestań-powiedziałem.
Do sali weszła uzdrowicielka.
Podeszła do mnie i do mojej mamy.
-Pani syn jest likantropem-powiedziala uzdrowicielka o imieniu Kairo.-Ale po za tym nic mu nie jest.Może go pani zabrać do domu.Tu ma pani instrukcje zabezpieczania pomieszczenia na pełnię.-Powiedziała i podała mamie jakąś kopertę.

Informacje o blogu

Witam :) Mam na Imię Julia i podpisywać się będę jako Lunatyczka. Nowe posty pojawiać się będą najprawdopodobniej, co sobotę. Nie obiecuję, bo nie mam pojęcia kiedy będę miała wenę. Jeśli będę miała dużo pomysłów to napisze jak najwięcej będę mogła.



Na razie to tyle.
 Lunatyczka