poniedziałek, 15 lutego 2016

W szpitalu i na peronie

Mama jechała najszybciej jak mogła żeby nie złamać prawa.Gdy dojechaliśmy na miejsce dosłownie wyskoczyliśmy z auta.Weszlismy do środka.W poczekalni siedzieli czarodzieje w różnych wiekach i z różnymi dolegliwościami.Moja rodzicielka pod biegła do pani siedzącej za biurkiem w recepcji.
-Dzień dobry ja do Johna Lupina.-Powiedziała.
-Witam.Pani to pewnie Evelyn Lupin,a toRemus tak?-przywitała nas kobieta w recepcji-drugie piętro sala numer123.
-Bardzo dziękuje-odparła moja matka i poszliśmy na schody.Gdy byliśmy na 2 piętrze natychmiast wypatrzył em salę na której leżał tata.Weszliśmy do środka i zobaczyliśmy 4 łóżka.Tylko jedno było zajęte.Leżał na nim tatuś ale...on nie oddychał.Spuźniliśmy się tata nieżył.Mama zetknęła na zegar i nagle zerwała się z miejsca.
-już 10!-krzyknęła-nie zdążymy!
Wybiegliśmy że szpitala i wsiedliśmy do auta.Jechaliśmy bardzo szybko.Dojechaliśmy o 10:45.Mama pobiegła po wózek a ja wyjąłem kufer.Mamusia zaprowadziła mnie na Peron9i3\4.Potem uściskała mnie i przypomniała żebym był grzeczny i dobrze się uczył.Była 10:59.Pociąg zaczął gwizdać wskoczyłem do niego razem z kufrem.pociąg ruszył.pomachałem mamuni i poszedłem szukać wolnego przedziału.Wreszcie znalazłem taki na końcu pociągu.Zająłem miejsce pod oknem i zacząłem czytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz